Choć jeszcze trwa cisza grobu, a my niesiemy w rękach koszyk — prosty, zwyczajny, a w nim rzeczy, które mówią więcej niż niejeden długi kaznodziejski wywód.
Bo popatrz… jajko. Tak kruche, że wystarczy chwila nieuwagi i pęka. A jednak w nim ukryte jest życie. I to jest trochę o nas — o człowieku, który czasem czuje się słaby, popękany, a Bóg i tak mówi: „Z ciebie może wyjść coś nowego”.
Chleb. Codzienny, zwyczajny. Nie luksus, nie rarytas. A jednak bez niego trudno żyć. Jakby Bóg chciał przypomnieć: „Ja jestem w tym, co proste. Nie szukaj Mnie tylko w wielkich rzeczach. Jestem w twoim dniu, w twojej pracy, w twoim zmęczeniu”.
Baranek. Niewinny. Cichy. Nie krzyczy, nie walczy. A jednak zwycięża. I to jest może najtrudniejsze do przyjęcia — że prawdziwa siła nie zawsze wygląda jak siła.
Sól. Niewiele jej potrzeba, żeby nadać smak. I może tak jest z dobrem w naszym życiu — nie musi być spektakularne. Czasem jedno dobre słowo, jeden gest, jedna obecność… i już coś zaczyna mieć sens.
Chrzan — ostry, aż łzy lecą do oczu. Bo życie też takie jest. Nie wszystko jest słodkie. Są momenty, które palą, które bolą. Ale nawet one mają swoje miejsce. Nawet one mogą prowadzić do czegoś głębszego.
I wędlina, i ciasto — znak, że Bóg nie jest przeciwko radości. Że życie ma smak. Że można się nim cieszyć.
Człowiek stoi z tym koszykiem i może po raz pierwszy rozumie, że to nie chodzi tylko o jedzenie. To nie jest magia ani zwyczaj „bo tak się robi”. To jest przypomnienie: twoje życie — takie zwyczajne, czasem trudne, czasem piękne — ma sens. I Bóg chce je pobłogosławić.
Ale najważniejsze jest to czekanie. Bo nie jemy od razu. Wracamy do domu i czekamy do niedzielnego poranka. I to czekanie jest jak życie — między Wielką Sobotą a Zmartwychwstaniem. Między tym, co boli, a tym, co dopiero ma się narodzić.
Święconka uczy cierpliwości. Uczy nadziei. Uczy, że jeszcze nie wszystko stracone.
Bo Bóg najpiękniejsze rzeczy robi właśnie wtedy, gdy człowiek myśli, że to już koniec.
Dziękujemy P.Teresie Bilicz za zdjęcia. Bóg zapłać.