Dar dla duchowieństwa
I was zachęcam, bracia, jeśli chcecie coś dać klerykom, wiedzcie, że nie potrzebujecie dogadzać ich wadom przeciw mnie. Ofiarujcie wszystko, co chcecie, ofiarujcie z waszej chęci. To, co będzie wspólne, rozdziela się każdemu wedle jego potrzeby.
kazanie 356, 13
modlitwa
Ty zatem, który zawsze istniejesz, także zanim zaistnieliśmy i zanim świat powstał, stałeś się naszą ucieczką z chwilą, kiedy zwróciliśmy się do Ciebie.
Nie wzdychałem jeszcze do Ciebie w modlitwie, abyś mi przyszedł z pomocą, bo mój niespokojny umysł był nastawiony na poszukiwanie i dyskusję. Uważałem samego Ambrożego za człowieka szczęśliwego według ówczesnych kryteriów, ponieważ cieszył się wielkim poważaniem wybitnych osobistości. Jedynie jego celibat wydawał mi się uciążliwy. Nie umiałem bowiem zgadnąć ani sam nie miałem takich doświadczeń, aby powiedzieć, jaka nadzieja mu przyświecała, jakie walki musiał toczyć z pokusami, na które wystawiała go jego własna wielkość, co było dla niego pociechą w przeciwnościach, jakie uczucia ukrywał w głębi serca i jaką radością napełniało go spożywanie Twojego Chleba. A z drugiej strony on także nie wiedział o moich udrękach ani o tym, że stałem nad przepaścią. Nie mogłem bowiem zapytać go, o co chciałem ani
jak chciałem, gdyż oddzielały mnie od niego tłumy bardzo zaaferowanych ludzi, którym służył pomocą w kłopotach. A gdy przez bardzo krótki czas nie był przez nich otoczony, z konieczności posilał ciało pokarmem albo umysł czytaniem. Ale gdy czytał, jego oczy przesuwały się po stronicach, a umysł szukał znaczenia tekstu, czynił to jednak, nie wydobywając głosu. Często, gdy udawaliśmy się do niego – nikomu nie wzbraniano wstępu i nie było zwyczaju anonsowania mu, kto przychodzi – zastawaliśmy go zawsze podczas cichej lektury. Gdy już dłuższy czas tak posiedzieliśmy w milczeniu – kto by się odważył przeszkodzić mu w tym pilnym zajęciu – odchodziliśmy. Przypuszczaliśmy, że nie chce, aby go do czegoś innego odwoływano w ciągu tak krótkiego czasu, jaki znalazł dla odbudowania swego umysłu, uwolniwszy się od natłoku cudzych spraw. A może chciał uniknąć tego, by musiał objaśniać mniej jasne miejsca lektury lub dyskutować o pewnych trudniejszych zagadnieniach, gdyby go poprosił o to ktoś, kto słuchał z napiętą uwagą. Straciłby więc czas na takie zajęcie i z tego powodu przeczytałby mniej, niż by chciał. Z drugiej strony przyczyną tego, że czytał po cichu, mogła być konieczność oszczędzania głosu, gdyż często męczyła go chrypa. Z jakiegokolwiek powodu tak postępował, z pewnością czynił to w dobrej intencji.
Naprawdę, jeśli nie liczyć krótkich posłuchań, nie nadarzała mi się żadna sposobność, by od tego męża, przez którego przemawiała Twoja święta wyrocznia, dowiedzieć się tego,
czego chciałem. Ale pośród zmartwień wyczekiwałem chwili, kiedy nie będzie zbyt zajęty, by się przed nim otworzyć, jednak nie znalazłem takiego momentu. Co prawda każdej niedzieli słuchałem, jak wyjaśniał trafnie ludowi „słowo prawdy Bożej” [2 Tm 2, 15], i coraz bardziej byłem przekonany, że można rozwiązać wszystkie węzły przebiegłych oszczerstw, jakie zawiązali przeciwko boskim Księgom ci, którzy nas oszukali116. Dowiedziałem się także, że Twoi duchowi synowie, których w Kościele katolickim dzięki swej łasce odrodziłeś, nie rozumieją tych słów, że „stworzyłeś człowieka na podobieństwo swoje” [Rdz 1, 27], tak jakby myśleli i wierzyli, że Ty jesteś ograniczony kształtem ciała ludzkiego. Wtedy, chociaż nie miałem jeszcze najmniejszego przypuszczenia ani nawet najbledszego pojęcia, czym mogłaby być substancja duchowa, ze wstydem cieszyłem się, że przez tyle lat ujadałem nie przeciwko wierze katolickiej, ale przeciwko urojonym wyobrażeniom cielesnym. Byłem bowiem nierozważny i bezbożny przez to, że występowałem z oskarżeniami przeciwko temu, co powinienem był zbadać i poznać. Ty natomiast, najwyższy i najbliższy, najbardziej ukryty i najbardziej obecny, nie masz jednych członków większych, a innych mniejszych, lecz cały jesteś wszędzie i nie przebywasz w żadnym miejscu, i wcale nie masz formy cielesnej, a jednak stworzyłeś „człowieka na obraz i podobieństwo swoje”, i oto on od głowy do stóp jest usytuowany w przestrzeni.
.